sobota, 20 listopada 2010
Adoracja
Bardzo piękna oprawa adoracji. Widać, że Jezus jest adorowany. To się czuje.
Ostatnio bardzo często, adoracja polega na odklepaniu jakieś, litani lub odmówieniu różańca. Ta adoracja poruszyła mnie bardzo. Chciałabym znowu przeżyć taką adorację. Moje serca w trakcie modlitwy, naprawdę było blisko Boga. Nie miałam czasu na rozproszenia i patrzenie na zegarek. Bardzo dziekuję za możliwość uczestniczenia, za pomocą internetu. Błogosławiona Krew Jezusowa.
sobota, 6 listopada 2010
Odnalazłam siebie.
Od jakiegoś czasu nie potrafiłam sobie znależć miejsca. Wszędzie było mi żle, wpadałam w złość o byle co. Nie wiedziałam co się dzieje. Pomyślałam, że dobrze byłoby jakoś odpocząć od wszystkiego co otacza. Z pomocą przyszedł mi Jezus.
Pojechałam na kilkudniowy odpoczynek, a wyszedł z tego indywidualny dzień skupienia, bardzo indywidualny. Pojechałyśmy we dwie. Pierwszym sygnałem, że to będzie dobry czas, była gotowość spotkania się z nami księdza, po mimo wielu zajęć.
Nie będę opisywać po kolei jak było, ale Jezus pozwolił mi zrozumieć kilka spraw.
1. Ze Bóg bardzo mnie kocha.
2. Że jestem wartościowym człowiekiem.
3. Że Jestem dobrym człowiekiem, bo potrafię czynić dobro.
Tak bardzo potrzebowałam tego doświadczenia Boga. Dowartościowałam się i to dało mi siły do dalszego życia. Mam stawiać czoło życiu, ale w oparciu o te wartośći i o tę wielką Miłość Boga do mnie. Wiem, że moja towarzyszka też miała dobry czas. Bóg posłużył sie nią abym ja mogła odnależć siebie. Bardzo ci dziękuję Basiu.
Pojechałam na kilkudniowy odpoczynek, a wyszedł z tego indywidualny dzień skupienia, bardzo indywidualny. Pojechałyśmy we dwie. Pierwszym sygnałem, że to będzie dobry czas, była gotowość spotkania się z nami księdza, po mimo wielu zajęć.
Nie będę opisywać po kolei jak było, ale Jezus pozwolił mi zrozumieć kilka spraw.
1. Ze Bóg bardzo mnie kocha.
2. Że jestem wartościowym człowiekiem.
3. Że Jestem dobrym człowiekiem, bo potrafię czynić dobro.
Tak bardzo potrzebowałam tego doświadczenia Boga. Dowartościowałam się i to dało mi siły do dalszego życia. Mam stawiać czoło życiu, ale w oparciu o te wartośći i o tę wielką Miłość Boga do mnie. Wiem, że moja towarzyszka też miała dobry czas. Bóg posłużył sie nią abym ja mogła odnależć siebie. Bardzo ci dziękuję Basiu.
piątek, 11 czerwca 2010
Nowy Błogosławiony dla Podlasia
Błogosławiony Ksiądz Jerzy Popiełuszko, jest już trzecim błogosławionym dla Podlasia. Pierwszą jest bł. Bolesława Lament Misjonarka Świętej Rodziny- Założycielka. Następnie bł.Ksiądz Michał Sopoćko, spowiednik Świętej siostry Faustyny. Wielki orędownik Miłosierdzia Bożego. A teraz Ksiądz Jerzy Popiełuszko, który jest synem naszej ziemi. Ziemi podlaskiej, Urodził się i wychował w Okopach k. Suchowoli, w dawnym województwie białostockim, obecnie podlaskim. Uważam, że jest to dla mojego regionu, wielkie wyróżnienie. Pan Bóg dał nam kolejnego błogosławionego do naśladowania.Jestem szczęśliwa, że właśnie tutaj mieszkam i tutaj uczę się ufać Bożemu Miłosierdziu. Dziękuję Ci Boże za Twoje łaski dla Nas i naszego przepięknego Podlasia.
wtorek, 1 czerwca 2010
Jestem patriotką i bardzo uafam Bogu.
Jestem glęboko zaniepokojona wydarzeniami w mojej Ojczyżnie. Te wszystkie spekulacje, i domyśly, na temat"Smoleńska" wydają się ciągle bez odpowiedzi. Niestety nie wszyscy sie obudzili.
Ja jednak ciągle ufam Miłosierdziu Bożemu. Matka Boża w Medziugorju, mowi: tylko postem i modlitwą można zmienić świat. Można powstrzymać wojny. A do ręki daje nam potężną broń- różaniec-, i tylko od nas zależy co MY z tym zrobimy. Ja jednak ufam i wierzę, że większość z nas się obudiła. A naszym Autorytetem Jedynym jest Bóg. Przynajmniej tak jest ze mną.
Ten tekst poniżej powinien nam dać do myślenia i głębokiej modlitwy.
Ja jednak ciągle ufam Miłosierdziu Bożemu. Matka Boża w Medziugorju, mowi: tylko postem i modlitwą można zmienić świat. Można powstrzymać wojny. A do ręki daje nam potężną broń- różaniec-, i tylko od nas zależy co MY z tym zrobimy. Ja jednak ufam i wierzę, że większość z nas się obudiła. A naszym Autorytetem Jedynym jest Bóg. Przynajmniej tak jest ze mną.
Ten tekst poniżej powinien nam dać do myślenia i głębokiej modlitwy.
niedziela, 16 maja 2010
O Dymiącym Naganie - Smoleńsk 2010
toyah, 2010-05-08
Kiedy rozbił się ten samolot i zginął Prezydent, zdając sobie świetnie sprawę z tego, że takie katastrofy się zwyczajnie nie zdarzają, a więc że tym samym, Lech Kaczyński został najnormalniej w świecie zamordowany, wiedziałem równie dobrze, że ten fakt nigdy – a przynajmniej nie za mojego zycia – nie zostanie wyjaśniony. Od samego początku więc skupiłem się na tym, by znaleźć w tym wszystkim nie tyle wyjaśnienie tego, co się naprawdę stało, lecz raczej, co z tego zostanie dla nas. A przede wszystkim, w jaki sposób, dzięki temu nieszczęściu, będziemy potrafili znaleźć drogę wyjścia z tego klinczu, w jaki nas wprowadził System przed kilkoma już laty. Dziś, z jednej strony widzę – i myślę, że widzimy to wszyscy – że ta tragedia, dokładnie tak jak to pięknie napisał Kamil Cyprian Norwid w wierszu, który tu wtedy zacytowałem, dała nam szanse niezwykłą, a z drugiej – równie mocno – że to nie jest tak, że tego co się naprawdę stało nie dowiemy się oficjalnie nigdy, bo tak to zwykle jest, lecz wyłącznie dlatego, że wszystkie siły tego zła stoją na straży tej tajemnicy i nie ustąpią dopóki będą miały siłę, by tak stać. Każdy dzień, za każdym razem z większą determinacją pokazuje nam, że w tej chwili walka toczy się o jedno – żeby nikt nigdy nie dowiedział się, co się naprawdę stało 10 kwietnia pod Smoleńskiem i żeby ten, kto to może nam powiedzieć, ta jedna osoba, nie podniosła się z tego ciosu. Skoro cudem przeżyła, to żeby przynajmniej już nie podniosła się z tego ciosu. Całe zło tego świata skupiło się na jednym. Żeby to co się stało już do końca świata się nie wydało i żeby ten, kto wie, nie miał szansy, by tę prawdę temu złu wygarnąć.
A oni wiedzą, że on wie. Wiedzą też jeszcze coś. Że on już się nie boi niczego. Że po tym co go spotkało, on jest przeciwnikiem strasznym. Że to co go miało zabić, uczyniło z niego kogoś, z kim oni nie dość, że nie mieli nigdy do czynienia, to nawet sobie kogoś takiego nie wyobrażali. I jestem przekonani, że gdyby mogli, zrobiliby tę jedną w tej sytuacji możliwą – i przecież najłatwiejszą ze wszystkich – rzecz, czyli go zabili. Ale na to jest już za późno. Dziś tego się już przeprowadzić nie da. Ja wiem, że moje nieustanne przywoływanie tu filmu Ojciec Chrzestnymoże trącić obsesją, ale nic na to nie poradzę. Bo w sytuacji, w jakiej znalazła się nasza scena, gdzie z jednej strony mamy System, a z drugiej Jarosława Kaczyńskiego przypomina mi ten moment, gdy don Vito Corleone na spotkaniu z przywódcami pięciu nowojorskich rodzin mówi, ze on ich oczywiście wszystkich kocha i szanuje, ale jeśli Michaela nagle podczas zwykłej burzy trafi piorun, to on nie będzie miał wyjścia, ale będzie musiał o tę śmierć oskarżyć kogoś z tu obecnych. Bowiem tak to własnie wygląda. Jeśli Jarosławowi Kaczyńskiemu się zdarzy umrzeć od uderzenia pioruna, to my nie będziemy mieli wyjścia innego, jak uznać, że to uruchomił któryś z tych panów. A więc lepiej o niego dbajcie. Plujcie, warczcie, jęczcie, możecie nawet zacząć odprawiać swoje znane wszystkim już świetnie rytuały. Ale uważajcie, żeby on się tylko nie pochorował.
Komorowski, nagan, polowanie
Kiedy rozbił się ten samolot i zginął Prezydent, zdając sobie świetnie sprawę z tego, że takie katastrofy się zwyczajnie nie zdarzają, a więc że tym samym, Lech Kaczyński został najnormalniej w świecie zamordowany, wiedziałem równie dobrze, że ten fakt nigdy – a przynajmniej nie za mojego zycia – nie zostanie wyjaśniony. Od samego początku więc skupiłem się na tym, by znaleźć w tym wszystkim nie tyle wyjaśnienie tego, co się naprawdę stało, lecz raczej, co z tego zostanie dla nas. A przede wszystkim, w jaki sposób, dzięki temu nieszczęściu, będziemy potrafili znaleźć drogę wyjścia z tego klinczu, w jaki nas wprowadził System przed kilkoma już laty. Dziś, z jednej strony widzę – i myślę, że widzimy to wszyscy – że ta tragedia, dokładnie tak jak to pięknie napisał Kamil Cyprian Norwid w wierszu, który tu wtedy zacytowałem, dała nam szanse niezwykłą, a z drugiej – równie mocno – że to nie jest tak, że tego co się naprawdę stało nie dowiemy się oficjalnie nigdy, bo tak to zwykle jest, lecz wyłącznie dlatego, że wszystkie siły tego zła stoją na straży tej tajemnicy i nie ustąpią dopóki będą miały siłę, by tak stać. Każdy dzień, za każdym razem z większą determinacją pokazuje nam, że w tej chwili walka toczy się o jedno – żeby nikt nigdy nie dowiedział się, co się naprawdę stało 10 kwietnia pod Smoleńskiem i żeby ten, kto to może nam powiedzieć, ta jedna osoba, nie podniosła się z tego ciosu. Skoro cudem przeżyła, to żeby przynajmniej już nie podniosła się z tego ciosu. Całe zło tego świata skupiło się na jednym. Żeby to co się stało już do końca świata się nie wydało i żeby ten, kto wie, nie miał szansy, by tę prawdę temu złu wygarnąć.
A oni wiedzą, że on wie. Wiedzą też jeszcze coś. Że on już się nie boi niczego. Że po tym co go spotkało, on jest przeciwnikiem strasznym. Że to co go miało zabić, uczyniło z niego kogoś, z kim oni nie dość, że nie mieli nigdy do czynienia, to nawet sobie kogoś takiego nie wyobrażali. I jestem przekonani, że gdyby mogli, zrobiliby tę jedną w tej sytuacji możliwą – i przecież najłatwiejszą ze wszystkich – rzecz, czyli go zabili. Ale na to jest już za późno. Dziś tego się już przeprowadzić nie da. Ja wiem, że moje nieustanne przywoływanie tu filmu Ojciec Chrzestnymoże trącić obsesją, ale nic na to nie poradzę. Bo w sytuacji, w jakiej znalazła się nasza scena, gdzie z jednej strony mamy System, a z drugiej Jarosława Kaczyńskiego przypomina mi ten moment, gdy don Vito Corleone na spotkaniu z przywódcami pięciu nowojorskich rodzin mówi, ze on ich oczywiście wszystkich kocha i szanuje, ale jeśli Michaela nagle podczas zwykłej burzy trafi piorun, to on nie będzie miał wyjścia, ale będzie musiał o tę śmierć oskarżyć kogoś z tu obecnych. Bowiem tak to własnie wygląda. Jeśli Jarosławowi Kaczyńskiemu się zdarzy umrzeć od uderzenia pioruna, to my nie będziemy mieli wyjścia innego, jak uznać, że to uruchomił któryś z tych panów. A więc lepiej o niego dbajcie. Plujcie, warczcie, jęczcie, możecie nawet zacząć odprawiać swoje znane wszystkim już świetnie rytuały. Ale uważajcie, żeby on się tylko nie pochorował.
Komorowski, nagan, polowanie
sobota, 15 maja 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)